Luty – miesiąc, który chciał być wiosną

Luty – miesiąc, który chciał być wiosną

Luty, choć krótki, w Pierogarni Stary Młyn obfitował w wiele pozytywnego. W moim odczuciu – działo się, mimo krótkiego miesiąca, który sugeruje kalendarz.

Po trudnym, wymagającym, długim i mroźnym styczniu przyszedł czas na luty, który, jak się okazało, stał się czasem, w którym wiosna zaczęła witać Polaków i zabierać ich na spacery. Wystawialiśmy twarze do słońca, łapiąc witaminę D i pierwsze ostrożne obietnice ciepłych dni.

 

Witamina M, bo luty był o miłości

Jak by się zdawało, restauracja to punkt obowiązkowy wszystkich walentynkowych randek. To tradycja, którą kochają restauratorzy – stoliki pełne Gości, miłe rozmowy przy stolikach, miłość unosząca się w powietrzu.

Z tej okazji w Pierogarniach pojawiła się specjalna wkładka, która była inna niż dotychczasowe – pojawiły się odważne smaki, które przesuwają granicę tego, czego Goście spodziewają się znaleźć w Pierogarni.

Największe wrażenie zrobiły na mnie pierogi z pieczonym łososiem, ricottą i szpinakiem, podawane z sosem z langustynek, mięsem muli i kawiorem z pstrąga.

Jeśli nie próbowaliście – naprawdę żałujcie. Serio.

 

Królowa polskich zup – pomidorowa

Pozostając przy smakach to na prowadzenie wysunęła się zupa pomidorowa. Wszyscy lubią, wszyscy znają i, jak się okazuje, wszyscy nadal szanują i chętnie wybierają w restauracjach.

W lutym była to najchętniej jedzona pozycja z wkładki sezonowej. Wcale mnie to nie zdziwiło tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. To trochę gastronomiczny archetyp komfortu – smak dzieciństwa, babcinej kuchni, czegoś, co jest przewidywalne w dobrym sensie.

 

Tłusty Czwartek, który rozgrzeszamy

Luty nie mógł się obejść bez Tłustego Czwartku, święta przez wielu uwielbianego, wyczekiwanego i celebrowanego z apetytem. Nic dziwnego, nie liczymy wtedy kalorii, rozgrzeszamy się z nieumiarkowania w jedzeniu i od piątku ruszamy na siłownię spalać zbędne kalorie. W tym roku rozpieszczaliśmy naszymi pączkami mieszkańców Kalisza i Torunia, którzy chętnie składali zamówienia na zestawy pączków. Tłusty Czwartek ma w sobie coś uroczego – pozwala na odrobinę nieumiarkowania.

 

Wiosna zaczyna się w kuchni

Obiecuję, że nie zawiedziecie się na wiosnę, kiedy w Pierogarni pojawi się nowa karta, pełna świeżych smaków, ciekawych kompozycji, nowych wersji. Prace trwają w najlepsze. Dlaczego już? Za nami burze mózgów, a przed nami degustacje wewnętrzne, dopracowywanie receptur, testy nowych produktów, sesja zdjęciowa, projekt graficzny itd. Itp. Najbardziej lubię właśnie ten czas.

 

Szczęście przychodzi z talerza

Był też piątek 13.

Nie zauważyłam szczególne pecha. I życzę Wam i sobie, żeby przesądy przestały nas ograniczać, a szczęście brało się z talerza.

Odpowiednio skomponowane posiłki wpływają na produkcję hormonów szczęścia. Tak też działa celebracja posiłków, wspólne jedzenie z bliskimi, w miłej atmosferze i bez pośpiechu.

Nie tylko przez żołądek do serca.
Również przez żołądek do lepszego życia.

 

I co dalej?

Luty powoli kończył zimę w mojej głowie i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Przed nami wiosna, Wielkanoc, nowe menu, degustacje i cała ta niewidoczna część gastronomii, która w perspektywie zbuduje doświadczenia Gości na kolejne miesiące.

Restauracja żyje nie tylko wtedy, gdy Goście siedzą przy stołach, ale także wtedy, gdy ktoś w kuchni myśli, co zaserwować za parę ładnych tygodni.

I właśnie to się teraz dzieje.

 

 

 

Sylwia z Zespołu Pierogarni Stary Młyn

Przeczytaj również

Styczeń – ten, który trwał rok

Styczeń – ten, który trwał rok

Styczeń to był dziwny miesiąc. Miał być nowym...

czytaj
Co jeść zimą, żeby było ciepło i domowo? O pierogach, które rozgrzewają

Co jeść zimą, żeby było ciepło...

Styczeń ma swój rytm. Skrzypiący śnieg pod butami,...

czytaj