Styczeń – ten, który trwał rok

Styczeń – ten, który trwał rok

Styczeń to był dziwny miesiąc. Miał być nowym początkiem, czystą kartą i energetycznym startem. Też w to wierzyłam. Obiecywał motywację i nową wersję nas samych. A potem przyszedł długi, szary, lodowaty miesiąc, w którym wszyscy włączyliśmy tryb oszczędzania energii.

W styczniu ulice były puste, rozmowy cichsze, a zimowa aura skutecznie wciskała mnie w stan snu zimowego.

W Pierogarniach też to było widoczne.

Pustki na ulicach, walka o każdego Gościa. Muszę przyznać – było trudniej i chłodniej, dosłownie i w przenośni. Gastronomia zimą nie ma łatwego życia, a styczeń jest jej najbardziej wymagającą wersją.

Ale, jak to u nas, nawet w najdłuższym w historii styczniu coś się działo.

 

PieroGala, czyli nie jesteśmy tylko restauracją

W środku tego zimowego marazmu wydarzyło się coś, co zupełnie nie pasowało do uśpionego stycznia.
Odbyła się PieroGala – nasze wewnętrzne święto, podsumowanie roku 2025 w Pierogarniach Stary Młyn, zaproszenie do świata vintage cyrku.

Chcieliśmy, żeby nasi pracownicy się wystroili, przyszli na wydarzenie, przez chwilę nie byli w pracy, tylko Gośćmi na eleganckim, dopracowanym wieczorze z pompą, detalami i niespodziankami. Żeby poczuli, że są częścią czegoś większego i wyjątkowego.

Udowadniamy sobie, że nie jesteśmy tylko restauracjami. Chcemy zapraszać naszych ludzi do doświadczeń.

W tym roku Gościem specjalnym był Krzysztof Ibisz – symbol klasy, sceny i telewizyjnego świata, który na jeden wieczór stał się częścią naszego. A na scenie pojawili się ci, którzy przez cały rok byli najczęściej wyróżniani i doceniani – za codzienną pracę i dokładanie swojej cegiełki do rozwoju całej firmy.

I to jest dla mnie w tym wszystkim najpiękniejsze – choć marka to jedna całość to zależy od setek pojedynczych osób, które codziennie dają z siebie wszystko.

To był moment dumy i wzruszenia.

 

Danie, które rozgrzewało bardziej niż kaloryfer

Styczeń to też smaki, a dokładniej: flaki. Wołowe.

Nie spodziewałam się, ale to właśnie one okazały się najchętniej wybieranym daniem ze styczniowej wkładki. Danie kojarzone z uroczystościami rodzinnymi, weselami, dużymi stołami i wspólnym jedzeniem.

Ale u nas – jak to u nas – nawet flaki nie są zwyczajne. Bo tradycja zawsze spotyka się tu z charakterem.

 

Przeszłość, którą spotykamy na spacerze.

W styczniu nie pozwalaliśmy naszym Gościom zamknąć się w czterech ścianach. Zorganizowaliśmy kolejny spacer po Toruniu z przewodnikiem.

To był spacer po miejscach, gdzie dziś są Pierogarnie Stary Młyn, a kiedyś istniała historyczna, pełna zagadek i ciekawostek tkanka miasta.

Kolejny spacer już zaplanowany – cieszę się, że lokalna tożsamość jest czymś więcej niż hasłem.

 

I co dalej?

Styczeń był długi. Naprawdę długi. Nauczył mnie jednak, że nawet w najbardziej sennym miesiącu można zrobić coś, co budzi.

A my powoli się przeciągamy po zimowym śnie i robimy swoje. To dobry czas, by zacząć pracę koncepcyjne nad nowym menu, zastanowić się, co będzie smakowało wiosną, czego potrzebujemy, czego potrzebują nasi Goście.

Bo nawet jeśli na zewnątrz jeszcze zimno – w środku już zaczynam planować kolejne ciepłe momenty przy stole.

 

 

 

 

Sylwia z Zespołu Pierogarni Stary Młyn

Przeczytaj również

Luty – miesiąc, który chciał być wiosną

Luty – miesiąc, który chciał być...

Luty, choć krótki, w Pierogarni Stary Młyn obfitował...

czytaj
Co jeść zimą, żeby było ciepło i domowo? O pierogach, które rozgrzewają

Co jeść zimą, żeby było ciepło...

Styczeń ma swój rytm. Skrzypiący śnieg pod butami,...

czytaj